Czasami mam tak, że uważam, że jestem piękna. Wtedy można zauważyć na mojej twarzy uśmiech, można zaobserwować mój śmiały chód i to, jak reaguję na mijających mnie i tych przede mną chłopaków. Takie dni rzadko się zdarzają.
Zazwyczaj można zauważyć jaka jestem wycofana. Staram się wtedy nie odróżniać od innych, nie odzywać, nie uśmiechać, nie pokazywać swojej twarzy. Wtedy jedynie pragnę tego, bym zoperowała swój znienawidzony, garbaty nos, powiększyła usta, schudła (choć wcale tego nie potrzebuję), zrobiła coś z tymi moimi koszmarnymi włosami i ogarnęła swój wygląd. So sad. Nie ma to jak się dołować. Czy tylko ja się tak czuję? Zapewne nie. Ale czemu czuję że jednak tak jest? Że jestem samotna? Nie chce być samotna! Chcę by inni ludzie też cierpieli. Mój egoizm.
Giń, giń, giń smutku. Niech zginą moje niedoskonałości. Ludzie mówią, że nasze wady czynią nas pięknymi, bo przecież każdy jest wyjątkowy na swój sposób i nie jesteśmy istotami boskimi, jesteśmy tylko ludźmi. Lecz jeśli ludzie nie mogą być idealni to wcale nie chce być człowiekiem. Chciałabym być czymś nadnaturalnym, może aniołem? Nieważne czy tym złym czy dobrym - choć dobra to ja nie jestem. Nie chcę mieć niedoskonałości, chcę iść prosto ulicą z wysoko podniesioną głową, tak jakby była w chmurach. A niech sobie uważają, że jestem zadufana.
Branoc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz