sobota, 12 kwietnia 2014

Czemu śmierć?

Czemu nie mogę się zmienić? Najgorzej jest nocami. Wtedy cisza pożera choćby jedyną pozytywną ostatnią myśl i zostawia mnie w bezsenności z tymi wszystkimi złymi myślami. Wciąż myślę o problemach. O tym czy sobie poradzę w szkole, o tym czy ktoś przy mnie będzie, o tym czy będę szczęśliwa... Czytałam, że trzy kropki na końcu zdania oznaczają nadzieję piszącego. To chyba prawda, choć sama nigdy się do tego nie przyznam. Nie chcę udawać, że oczekuję czegoś od życia, bo tak nie jest, prawda? Wciąż siebie ze wszystkim oszukuję. Wbiłam sobie do głowy, że jeśli nie będę niczego oczekiwała to się nie zawiodę. To prawda, ale co gdyby pokazała się w moim życiu osoba, która by zmieniła mój pesymistyczny tok myślenia? Kto wie. W moim życiu pojawia się coraz więcej pytań, a żadnych odpowiedzi nie otrzymuję. Jak można nie potrafić odpowiedzieć na takie banalne, proste pytania? Czego pragnę od życia? Nie wiem. Naprawdę nie wiem, albo nie chcę się przyznać przed samą sobą, by później nie odczuć zawodu. Jak tu cicho. Słyszę tylko głęboki sen swojej rodziny. Niby bliskich... Jednak przybrany brat chętnie byłby świadkiem mojej śmierci. A mama? Coraz częściej myślę, że przestałam ją obchodzić. Tak wiele razy o mało mnie nie zabił... Czy pisząc to miałam nadzieję, że to zrobi? Moje myśli się gubią pomiędzy rozsądkiem a uczuciami, która pragnę do końca unicestwić. Jednak czy to jest możliwe? Nie wiem. Kolejne pytanie bez odpowiedzi. Podobno nie ma rzeczy niemożliwych. Jednakże gdyby tak było nie byłoby biednych, głodujących, smutnych ludzi na tym świecie. To tylko trzy przykłady, a mogłoby być ich miliony. Jestem głodna, lecz nie zjem niczego. Nie dam rady niczego przełknąć.
Dzisiaj mój pies, Max został zażarty przez innego. Płakałam rano przez to. Mama poszła go zakopać, a ja głupia nie miałam nawet odwagi by go ostatni raz zobaczyć. Kolejny raz nie mogłam spojrzeć prawdzie w oczy. Chcę jeszcze poudawać, że to się nie stało. Chcę wierzyć, że jak wrócę w poniedziałek ze szkoły on będzie na mnie czekał. Ostatnio się do niego zbliżyłam bardziej niż kiedykolwiek. Tak samo było z moim wujkiem. Tuż przed jego masakryczną śmiercią (ktoś go zamordował) dogadywaliśmy się lepiej niż przez te wszystkie lata. To chyba już cztery lata... Dlaczego Ci, do których się zbliżę niedługo potem odchodzą? Zaczynam teraz myśleć, że to przeze mnie. Jestem chodzącym pechem. Zawsze tak było. Może to był kolejny powód czemu nie byłam lubiana? Nie mogę się już do nikogo przywiązać. To co napisałam o nadziei, że kiedyś może ktoś będzie przy mnie cofam. Nie chce cierpieć nigdy więcej...
Branoc.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz