piątek, 24 stycznia 2014

Ex Best Fiend... number one

Dzisiaj znów nie było mnie w szkole. Wstałam ok. 11, znowu zaczęłam się "uczyć" gry na gitarze. Ciekawe po jakim czasie teraz się poddam. Zapewne 2-3 dniach - jak to ja. Słuchałam dzisiaj piosenek "Within Temptation" i nie są złe. Zimno mi się robi. Siedzę z kołdrą i się zastanawiam. Co ja chcę w ogóle robić? Nie mam pomysłu na przyszłość. Bibliotekarka, nauczycielka języka angielskiego, spec od reklamy, pisarz... Jak na razie słabo to widzę. Pierwszy - zapewne potrzebne są studia polonistyczne - failed, nauczyciel języka angielskiego - anglistyka, ale po tym nie da się znaleźć pracy, za dużo tych ludzi - failed, spec od reklamy - niby mam bujną wyobraźnię, ale jak dadzą mi coś, czemu nie podołam? Zresztą, wątpię by mnie w tym zatrudnili - failed, pisarz - nie mam wytrwałości, po kilku stronach odpadam, nie chce mi się albo mam plany na inny temat, zresztą... trudno z wydaniem książki, a jeszcze trudniej z tego przeżyć - failed. Widzę swoją przyszłość czarno - no bo jakbym miała inaczej? Nawet nie wiadomo czy do tego czasu nic mi się nie stanie. A co jeśli wpadnę pod koła? Czasami chciałabym...
Tory, tory, tory, jakież one są piękne... Ciągle gadają, że lepiej na nich nie siadać, bo te toalety. Ale co mnie to obchodzi? Uwielbiam tory, szkoda że rzadko mogę na nich bywać. Ostatnio byłam podczas wagarów w  tamtym roku szkolnym z trójką znajomych. Co za ironia. Teraz z nimi rozmawiam raz na miesiąc. Kolegowałam się wtedy z pewną dziewczyną, która teraz okazała się najzwyklejszą, fałszywą kretynką. Niby ze mną rozmawia, a za chwilę mi mówi, że ma o mnie złe zdanie. Gdy jej mówię by mi powiedziała dlaczego, to odpowiada negatywnie, bo nie chce by mi było z tego powodu smutno. Pierdolę taką koleżankę. Kilka dni temu napisała, że chciałaby kiedyś zwyczajnie porozmawiać. Odpowiedziałam że nie. Napisała, że napisze kiedy indziej, odpisałam, że nie trzeba. Już jej nie potrzebuję! Nienawidzę jej. Gdy myślę o tym wszystkim, co mi zrobiła mam ochotę ją zranić. Nie zabić, ma cierpieć. Chciałabym żeby się w kimś zakochała, a ja bym go jej odebrała z przed nosa. Chcę by płakała. Wiem, że jestem przez to wredną s*ką, ale... nie potrafię inaczej. Ona teraz ciągle rozmawia z moją koleżanką (byłą przyjaciółką), pamiętam jak to jeszcze w tamtym roku je poznawałam, próbowałam przekonać do siebie, bo obie były dla mnie ważne, nie potrafiły się porozumieć, a teraz? Zachowują się jak najlepsze przyjaciółki, ona do niej pisze kiedy nie przyjdzie do szkoły, pyta jak u niej, mówi jej co się u niej ostatnio działo... Tak cholernie za tym tęsknię, ale tego nie da się odratować. Zbyt wiele słów zostało wypowiedzianych. Złych słów.
Goodbye my happy past.
Branoc.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz