Dzisiaj w połowie czytania mangi "Dear Myself" zrozumiałam, że sama bym chciała stracić pamięć. Chciałabym zapomnieć wszystkie lata bólu, samotności, upokorzenia, nienawiści, braku akceptacji... Gdyby tak zacząć wszystko od nowa. Czyż to nie byłoby piękne? Tworzyłabym swoją nową historię. Piękniejszą, szczęśliwszą, bardziej ekscytującą. Poznałabym kogoś nie mając przed nim oporu, nie mając lęku, że odkryje prawdziwą mnie, moją historię. Wszystko byłoby idealne. Zupełnie jakbym była po zresetowaniu systemu. Czysta, zaczynająca od nowa. Znowu czułabym tę przyjemność odkrywając smak truskawek, zupełnie jak wtedy gdy miałam kilka lat i chodząc po ogródku cioci zrywałam te piękne owoce biegając i mówiąc "tuskafka". Mama mnie wtedy poprawiała, lecz ja chciałam by one się nazywały "tuskafki". To było po prostu piękne, takie niewinne.
Błękitne niebo odeszło i nastała wielka burza. Deszcz pada wewnątrz mnie, a pioruny oznaczają ból z zewnętrznego świata, który jest mi zadawany. Spokojne fale, a sztorm. Jak życie się szybko zmienia. Jednego dnia jesteś beztroskim dzieckiem bawiącym się zabawkami na podwórku, a kolejnego zastanawiasz się jaki jest sens istnienia, czy w ogóle Bóg istnieje. Życie.
Branoc.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz