Nie było mnie tu już dawno. Niby wiele się zmieniło, zaczęłam wychodzić do ludzi. Jednakże wieczorami nadal czuję pustkę. Nie mam w ogóle weny do pisania. Jestem chyba do niczego. Czuję, że wszyscy inni są ode mnie gorsi i lepsi jednocześnie. To boli. Kiedy coś czuję. Więc czemu nie krwawię? Wciąż mnie do tego ciągnie. Lecz czemu mam ulegać? Smutek i niekończąca się udręka nieczułości. Nawet nie czuję melancholii. Cholera, a tak dobrze się okłamywałam.